O projekcie

Książki Gimnastyki Wyobraźni zaczęły powstawać w ramach pracy doktorskiej na Wydziale Form Przemysłowych krakowskiej ASP. Trzeba je było napisać, zilustrować i zaprojektować. Czyli samo miłe. Chwilę później okazało (mi) się, że powinny być uniwersalne, biorąc pod uwagę niewidomego bądź niedowidzącego odbiorcę. Czyli, powinny być dotykowe. Bułka z masłem, pomyślałam. Pójdę i zapytam w jakiejś drukarni, to mi zrobią. Nie zrobią? To może w drugiej…setnej… Może w wytwórni gadżetów reklamowych. Albo uszczelek. Może w fabryce szkła, plastiku, gumy…

//Z uwagi na brak miejsca i nudną zawartość oszczędzę czytelnikowi pięciuset linijek tekstu z powtarzającym się jak mantra „nie da się, nieda się, niedasię”. W tej sytuacji należało wymyślić tak, żeby się dało. Da się. Fakt, trochę to kosztuje. Ale – dziecku książki nie dasz?//

Są książki, jest technologia, jest metoda. Są prototypy, testy, rekomendacje, zapotrzebowanie i ochota. Do pokonania ostatni drobiazg – pieniądze. Ale, jestem pewna, że zgodnie z z moim życiowym motto JAKOŚ TO BĘDZIE. Nie tylko JAKOŚ. Ma być JAKOŚĆ.